Ruiny Ehrenberg i most Highline179

Twierdza Ehrenberg i most Highline179 – przygoda na każdą porę roku

Jeśli szukasz wyjątkowego miejsca na całoroczną wycieczkę, koniecznie odwiedź ruiny twierdzy Ehrenberg i słynny most wiszący Highline179. O każdej porze roku można tu liczyć na niezapomniane widoki, dreszcz emocji i ciekawą lekcję historii. Zimą miejsce to rozświetla LUMAGICA, czyli magiczny festiwal świateł, który dodaje jeszcze więcej uroku tej alpejskiej scenerii. Co więcej, na szczyt można wjechać specjalną kolejką, co znacznie ułatwia dotarcie do atrakcji!

Ehrenberg – ruiny, które zapraszają do przeszłości

Twierdza Ehrenberg jest miejscem z duszą i fascynującą historią. Ruiny tej XIII-wiecznej twierdzy były kiedyś kluczowym punktem obronnym Tyrolu, a dziś są doskonałą okazją, by przenieść się do czasów rycerzy. Dzięki specjalnej kolejce dostaniesz się tu bez wysiłku – masz do wyboru dwa przystanki: dolny i górny, które sprawiają, że podróż po twierdzy jest bardziej dostępna, szczególnie dla osób starszych lub z niepełnosprawnością. Rodzinom z dziećmi polecam spacer. Podejscie nie jest zbyt wymagajace, a po drodze czekaja atrakcje w postaci tablic z zagadkami. Na miejscu nie można przegapić lokalnego muzeum, które opowiada historię regionu i ukazuje codzienne życie średniowiecznych obrońców twierdzy.

Highline179 – wiszący most pełen adrenaliny i widoków

Po przejażdżce kolejką i zwiedzaniu ruin czas na spacer Highline179, jednym z najdłuższych mostów wiszących na świecie. Mający 406 metrów długości i 114 metrów wysokości most to nie lada gratka dla miłośników przygód. Widoki z mostu zapierają dech niezależnie od pory roku: latem otacza Cię bujna zieleń, a zimą – bajkowa, ośnieżona dolina. Spacer po nim to prawdziwy dreszczyk emocji, ale dzięki solidnym barierkom i zabezpieczeniom możesz skupić się na czerpaniu przyjemności z widoków.

LUMAGICA – magiczne światła w zimowej scenerii

Jeśli odwiedzisz to miejsce zimą, czeka Cię niespodzianka w postaci festiwalu LUMAGICA. Tysiące świateł rozświetla ruiny i całą okolicę, tworząc magiczną atmosferę. Kolorowe iluminacje, świetlne postacie i rozświetlone ścieżki sprawiają, że twierdza zamienia się w bajkową krainę, a każde zdjęcie wychodzi jak z pocztówki. Festiwal to idealna atrakcja dla całej rodziny, która nadaje zimowym wieczorom zupełnie nowy klimat.

Gotowy na przygodę z widokiem?

Ehrenberg i Highline179 to idealny cel wycieczki na każdą porę roku – wjedziesz kolejką, zwiedzisz ruiny, przejdziesz się mostem i doświadczysz jedynej w swoim rodzaju historii i widoków. To połączenie przeszłości i przygody w malowniczych Alpach, które na długo zapadnie Ci w pamięć!

Pitztal

Dolina do której chce się wracać

Jeśli myślisz, że Alpy to tylko śnieg, wino grzane i niezrozumiałe dialekty, to… no, masz sporo racji, ale Pitztal ma do zaoferowania znacznie więcej. Ta piękna dolina w Tyrolu kusi narciarzy, wędrowców i wszystkich, którzy potrafią docenić prawdziwą potęgę natury (czytaj: kiedy trzeba ratować się schnappsem przed zimnem).

Narty na wysokościach

Pitztal to nie jakieś tam zwykłe zbocza – to lodowiec z najwyżej położonym ośrodkiem narciarskim w Austrii, gdzie wyciągają Cię na ponad 3400 metrów nad poziomem morza. Możesz poczuć się niczym na dachu świata (lub przynajmniej jak w szczytowej scenie filmu akcji). Sezon narciarski trwa tu dłużej niż gdziekolwiek indziej, więc nawet w maju można wybrać się na zjazd. A jak jeszcze trafisz na słońce, to masz wrażenie, że ktoś zrobił Ci wakacje zimowe i letnie jednocześnie.

Tyrolskie SPA

Po kilku godzinach jazdy przyda się odpoczynek – i tu wchodzi do gry sztuka relaksu w tyrolskim stylu. Lokalne schroniska, pensjonaty i hotele to miejsca, gdzie człowiek dostaje siłę na kolejny dzień. Menu? Wszystko, co wymaga co najmniej 5000 kalorii – od wędzonych kiełbasek po ciasta, które można uznać za narodowe skarby Tyrolu.

Pitztal poza trasą – co robić bez nart

Nie każdy musi śmigać na nartach, żeby pokochać Pitztal. Czekają tu na Ciebie wędrówki przez lasy i zasypane śniegiem doliny, wspinaczki lodowe, a nawet przejażdżki saniami ciągniętymi przez konie. A jeśli masz ochotę na coś bardziej „hardkorowego”, sprawdź zimowy park wspinaczkowy i „via ferrata” na lodzie. Tylko ostrzegam: przed wejściem na lód przydaje się odrobina odwagi (lub co najmniej jeden kieliszek schnappsa na odwagę).

Ślub na lodowcu? Dlaczego nie!

Pitztal to także miejsce, które przyciąga pary marzące o ślubie na tle zapierających dech w piersiach górskich krajobrazów. Ceremonia na lodowcu – na przykład na Wildspitze na wysokości 3440 metrów – to wyjątkowe przeżycie, którego nie zapomnicie do końca życia. Świeży śnieg, ośnieżone szczyty i niebo pełne gwiazd sprawiają, że klimat tego miejsca jest wręcz magiczny. Po takim ślubie żadna podróż poślubna nie będzie już musiała robić wrażenia – po prostu, kto jeszcze może powiedzieć, że powiedział „tak” na lodowcu?

Pitztal latem – Alpy na zielono

Nie myśl sobie, że Pitztal żyje tylko zimą. Latem możesz odkryć zupełnie inne oblicze tej doliny. Zielone pastwiska, kwitnące łąki i szlaki górskie przyciągają miłośników trekkingu. Dla tych, co lubią poszaleć, są trasy rowerowe, które prowadzą przez lasy i doliny. A wieczorami? Przy ognisku z tyrolską muzyką – kto wie, może nawet zatańczysz tyrolskiego walca?

Warto, czy nie warto?

Jeśli kochasz góry, narty i dobre jedzenie, Pitztal to miejsce, które warto odwiedzić. Zimą czy latem, zawsze znajdziesz tu coś, co zostawi Cię z uśmiechem na twarzy – i być może, lekką zadyszką.

Martiniumzug

Dzień św. Marcina to w Tyrolu świetna okazja do wspólnego świętowania i zabawy, a główną atrakcją jest Martiniumzug, czyli procesja świętomarcińska. To jedno z tych wydarzeń, które łączą całą społeczność, przyciągając dzieci i dorosłych na ulice, gdzie pod wieczór migoczą setki kolorowych lampionów.

Kim był św. Marcin?

Najpierw trochę historii – ale obiecuję, że nie będzie nudno! Św. Marcin to jeden z najsłynniejszych świętych w Europie. Znany jest głównie z tego, że oddał swój płaszcz biednemu żebrakowi, co było wtedy naprawdę wielką sprawą. Jego historia inspiruje do dziś, a dzień św. Marcina stał się symbolem pomagania innym i dzielenia się, nawet jeśli mamy niewiele.

Lampiony i marsz – najbardziej magiczna część wieczoru

Największą atrakcją tego dnia jest właśnie Martiniumzug, czyli marsz z lampionami. Tego wieczoru dzieci przygotowują piękne, często własnoręcznie zrobione lampiony, które mają najróżniejsze kształty – od prostych kulek po zwierzątka czy bajkowe postacie. Gdy robi się ciemno, wyruszają razem z rodzinami w marsz. Wyobraźcie sobie setki lampionów migoczących w chłodny, listopadowy wieczór – naprawdę magiczny widok! Czasem dzieci śpiewają piosenki o św. Marcinie albo recytują krótkie wierszyki, które przygotowują na to święto. To moment pełen radości, trochę nostalgiczny, ale przede wszystkim tworzący ciepły klimat jedności.

Wspólne świętowanie i pyszności na stole

Po marszu zwykle wszyscy spotykają się na placu, gdzie czekają drobne przekąski i gorące napoje. To czas na rozmowy, śmiechy i wspólne świętowanie. Tradycyjnie na dzień św. Marcina piecze się gęś, co ma związek z legendą, że Marcin próbował ukryć się wśród gęsi, gdy nie chciał zostać biskupem – ale te hałasowały na tyle głośno, że zdradziły jego kryjówkę!

Dlaczego to takie ważne?

Martiniumzug to nie tylko zabawa, ale i sposób na przypomnienie sobie o wartościach, które przetrwały przez wieki – że warto być dla innych miłym, dzielić się i spędzać czas z rodziną. W świecie pełnym pośpiechu taki wieczór przy blasku lampionów pozwala nam się na chwilę zatrzymać i poczuć, że jesteśmy częścią czegoś większego.

Święto św. Marcina to piękna tradycja, pełna ciepła i wspólnoty. Martiniumzug daje Tyrolczykom okazję, by wspólnie celebrować ten wyjątkowy dzień i przekazywać dzieciom historie, które uczą empatii i życzliwości.

Nikolausumzug

Magiczny Pochód Świętego Mikołaja

Nikolausumzug to jedno z najbardziej oczekiwanych przedświątecznych wydarzeń w Tyrolu, przyciągające dzieci, rodziny i mieszkańców do wspólnego świętowania. Ulice wsi i miasteczek zamieniają się w scenerię pełną magii i tradycji, kiedy Święty Mikołaj, ubrany w charakterystyczne czerwono-białe szaty, przemierza trasę na wozie ciągniętym przez konie, otoczony aniołami i swoimi wiernymi pomocnikami.

W pochodzie biorą udział przebrani mieszkańcy – zarówno dorośli, jak i dzieci oraz młodzież – wcielając się w role aniołów, elfów i postaci biblijnych. Stroje są przechowywane z pieczołowitością przez cały rok, a wiele z nich jest przekazywanych z pokolenia na pokolenie, co nadaje wydarzeniu autentycznego charakteru i poczucia wspólnoty. Podczas pochodu, rozświetlonego pochodniami i migoczącymi światełkami, rozbrzmiewają dźwięki dzwonków i kolęd, które tworzą magiczną oprawę zimowej nocy. Postacie maszerują lub jadą na wozach, a dzieci z niecierpliwością wypatrują Świętego Mikołaja. Na końcu trasy Mikołaj rozdaje najmłodszym prezenty – które wcześniej przygotowali rodzice i dostarczyli do punktu odbioru. Każde dziecko może podejść, otrzymać prezent i zamienić kilka słów z Mikołajem, co staje się dla niego niezapomnianym przeżyciem. Wśród uczestników rozchodzą się także zapachy lokalnych specjałów, które wprowadzają w świąteczny nastrój i rozgrzewają w zimowe wieczory. Na stoiskach można spróbować Kiachl – tradycyjnych, smażonych placków podawanych zarówno na słodko, np. z cukrem pudrem, jak i wytrawnie, z kapustą kiszoną. Popularne są także kubki z glühwein i innymi rozgrzewającymi trunkami, które ogrzewają zarówno ciało, jak i duszę uczestników.

Jednak finał pochodu to również nuta zaskoczenia i dreszczyku – na samym końcu pojawiają się Krampusy, nieodłączni towarzysze Mikołaja, wprowadzając mroczny akcent. Przebrani w upiorne kostiumy, z hałaśliwymi dzwonkami i groźnymi maskami, Krampusy przemierzają ulice, przypominając, że świąteczna tradycja ma także swoje mroczniejsze oblicze.

Nikolausumzug to wyjątkowe widowisko, łączące radość, tradycję i świąteczną magię, która ożywa w zimowym mroku, pozostawiając niezatarte wspomnienia.

Przepis na Käsespätzle

Tradycyjny austriacki przysmak.

Jeśli marzysz o podróży kulinarnej do Alp Tyrolskich, spróbuj przygotować tyrolskie Käsespätzle w zaciszu własnej kuchni. To danie zachwyci Cię swoim aromatem i smakiem. Gotuj razem ze mną!


Składniki:

  • 300 g mąki
  • 4 jajka
  • 150 ml mleka
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 200 g startego tyrolskiego sera, takiego jak Bergkäse
  • 1 duża cebula
  • 80 g masła klarowane
  • Sól i pieprz do smaku
  • Szczypta gałki muszkatołowej
  • Prażona cebulka do posypania

Przygotowanie:

Zaczynamy od przygotowania ciasta na kluski. Wymieszaj mąkę, jajka, mleko i sól w misce, tworząc gładkie ciasto.

W Tyrolu kluski najczęściej formuje się przy pomocy specjalnego sitka lub praski do Spätzli (Spätzlehobel lub Spätzlepresse), które pozwalają uzyskać charakterystyczny, nieregularny kształt.Ciasto przeciska się bezpośrednio nad garnkiem z gotującą się, osoloną wodą. Po kilku minutach kluski wypływają na powierzchnię – wtedy są gotowe.W domowych kuchniach spotyka się różne sposoby: niektórzy używają deseczki i noża, aby zsuwać cienkie paski ciasta do wody – to tradycyjna metoda, stosowana jeszcze przez babcie.

Gotuj kluski. Zagotuj osoloną wodę i wrzuć do niej uformowane kluski z ciasta. Gotuj, aż wypłyną na powierzchnię, a następnie odcedź.

Przygotuj sos cebulowy. Podsmaż posiekaną cebulę na klarowanym maśle, aż się zeszkli. Dodaj starty tyrolski ser, mieszaj, aż się rozpuści

Połącz składniki. Dodaj ugotowane kluski do mieszanki cebulowej i sera. Delikatnie wymieszaj, aby składniki się połączyły.Dopraw i podawaj. Dopraw danie solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Gotuj jeszcze kilka minut, mieszając. W Tyrolu Käsespätzle podaje się najczesciej posypane prażoną cebulką.

Tutaj jeszcze mała podpowiedź… W Tyrolu praktycznie w każdym sklepie można kupić gotowe kluski, cebulkę prażoną oraz mieszankę startych serów specjalnie do tego dania 🙂

Gotowe! Smacznego kulinarnego podróżowania do serca Alp Tyrolskich 😊

Mój przepis na Tiroler Gröstle

Składniki:

skakujproste SkłaSdniki:

  • Około 0.5 kg ugotowanych (w mundurkach), obranych i ostudzonych ziemniaków
  • 150 gr tyrolskiego specku
  • 150 gr ugotowanej wołowiny
  • 1 cebula
  • Majeranek
  • Sól
  • Masło
  • Szczypiorek lub zielona pietruszka
  • Jajka sadzone
  • 4 jajka

Przygotowanie:

Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na maśle. Dodajemy speck i ugotowane, pokrojone w kostkę mięso wołowe. Wszystko razem podsmażamy.

Ziemniaki kroimy w plastry, wrzucamy na patelnię, podsmażamy z resztą składników, doprawiamy solą, pieprzem i majerankiem.

Na drugiej patelni przygotowujwmy jajka sadzone na maśle. Gröstle podajemy na talerzu z jajkiem sadzonym na górze. Polecam posypać pokrojoną natką pietruszki, tak ja robią to Tyrolczycy.

Oczywiście jest to jedna z wersji tego dania. Moja wersja poświąteczna wygląda tak, że resztki pieczeni z różnych mięs i boczków kroję w kostkę, podsmażam na patelni z pokrojoną cebulką, dodaje pokrojone dowolnie ziemniaki i doprawiam majerankiem, solą i duża ilością pieprzu. Podaję oczywiście z sadzonym jajkiem i posypuję pietruszką lub szczypiorkiem.

Genialne w swojej prostocie, oszczędne i obłędnie pyszne 😋 Polecam!

Törggelen

Tyrolska Jesienna biesiada z winem i kasztanami

Jesień w Południowym Tyrolu to czas, kiedy kończy się winobranie, a zaczyna… porządna biesiada! Wyobraźcie sobie, że Tyrolczycy znaleźli idealny sposób na świętowanie jesieni: jedzenie, wino, pieczone kasztany i wędrówki po górskichdolinach. I choć w Polsce króluje grzaniec, to tam królem jest „suser” – młode, jeszcze fermentujące wino, które Tyrolczycy piją bez mrugnięcia okiem. Tylko uwaga! Słodkie, niewinne młode wino może zwalić z nóg każdego, kto się na nim nie zna (ale o tym później!).

Jak wygląda Törggelen?

Törggelen to właściwie jeden wielki jesienny festyn. Tyrolczycy mają to w genach: każda rodzina z gospodarstwem zaprasza na swoje wina i przysmaki, które przygotowywane są tak, jak robili to ich dziadkowie, pradziadkowie i cała reszta przodków. Menu? Na stole pojawiają się tutejsze specjały: kasztany pieczone na żywym ogniu, domowy chleb, sery, wędliny, a do tego wszystko, co po drodze dało się upiec, uwędzić i zakonserwować. No i oczywiście wino. Ale nie jakieś tam, tylko to młode – „suser” – które jeszcze się do końca nie ustabilizowało i potrafi zaskoczyć. Są tacy, co twierdzą, że to wino to jedno z najprzyjemniejszych tyrolskich „pułapek”. Smakuje jak kompot, wchodzi jak lemoniada, a efekty… no cóż, mówi się, że nie jeden turysta po degustacji susera odkrył, że jednak hotel jest bliżej, niż mu się wydawało!

Atmosfera, czyli Tyrolczycy wiedzą, jak biesiadować

Atmosfera na Törggelen to taki rodzinny chaos, który każdy pokocha. Gospodarze są gościnni, siedzą z gośćmi, częstują ich lokalnym jedzeniem, ale przede wszystkim… opowiadają hstorie o dawnych winobraniach, o przypadkowych „pomysłach” na nowe przepisy, o zbłąkanych turystach i sąsiadach, co zbyt wiele razy wracali na „jedną szklaneczkę więcej”. Często towarzyszy temu lokalna muzyka, bo w Tyrolu nie ma biesiady bez akordeonów i dzwonków. W powietrzu pachnie kasztanami i świeżo upieczonym chlebem, a każdy, kto siedzi przy stole, czuje się jak u cioci na wsi – tylko bardziej na wesoło.

Törggelen dziś – połączenie tradycji i… atrakcji dla turystów

Kiedyś Törggelen było tylko dla miejscowych, dziś każdy może dołączyć. To trochę jakby wpaść na najlepszą prywatną imprezę w Tyrolu. Turyści, którzy chcą poczuć smak Tyrolu, dostają szansę nie tylko spróbować jedzenia i wina, ale także przejść się dolinami, by spalić te wszystkie smakołyki. Często mówi się, że szlak po Dolomitach i przystanek w tyrolskiej karczmie to jak „dwie pieczenie na jednym ogniu” – doznania krajobrazowe i kulinarne razem!

Törggelen to coś więcej niż zwykłe winobranie

Törggelen to okazja, żeby zwolnić tempo, poczuć się jak część lokalnej społeczności i… zjeść najwięcej kasztanów na świecie. To święto, które przypomina, że jesień wcale nie musi być smutna i nostalgiczna – może być pełna śmiechu, nowych znajomości i niezapomnianych smaków. No i kto wie, może kiedyś i Wy wrócicie do Tyrolu, żeby jeszcze raz spróbować tego „słodkiego” wina, które, jak mówią miejscowi, „potrafi pokazać pazur”.