Törggelen

Tyrolska Jesienna biesiada z winem i kasztanami

Jesień w Południowym Tyrolu to czas, kiedy kończy się winobranie, a zaczyna… porządna biesiada! Wyobraźcie sobie, że Tyrolczycy znaleźli idealny sposób na świętowanie jesieni: jedzenie, wino, pieczone kasztany i wędrówki po górskichdolinach. I choć w Polsce króluje grzaniec, to tam królem jest „suser” – młode, jeszcze fermentujące wino, które Tyrolczycy piją bez mrugnięcia okiem. Tylko uwaga! Słodkie, niewinne młode wino może zwalić z nóg każdego, kto się na nim nie zna (ale o tym później!).

Jak wygląda Törggelen?

Törggelen to właściwie jeden wielki jesienny festyn. Tyrolczycy mają to w genach: każda rodzina z gospodarstwem zaprasza na swoje wina i przysmaki, które przygotowywane są tak, jak robili to ich dziadkowie, pradziadkowie i cała reszta przodków. Menu? Na stole pojawiają się tutejsze specjały: kasztany pieczone na żywym ogniu, domowy chleb, sery, wędliny, a do tego wszystko, co po drodze dało się upiec, uwędzić i zakonserwować. No i oczywiście wino. Ale nie jakieś tam, tylko to młode – „suser” – które jeszcze się do końca nie ustabilizowało i potrafi zaskoczyć. Są tacy, co twierdzą, że to wino to jedno z najprzyjemniejszych tyrolskich „pułapek”. Smakuje jak kompot, wchodzi jak lemoniada, a efekty… no cóż, mówi się, że nie jeden turysta po degustacji susera odkrył, że jednak hotel jest bliżej, niż mu się wydawało!

Atmosfera, czyli Tyrolczycy wiedzą, jak biesiadować

Atmosfera na Törggelen to taki rodzinny chaos, który każdy pokocha. Gospodarze są gościnni, siedzą z gośćmi, częstują ich lokalnym jedzeniem, ale przede wszystkim… opowiadają hstorie o dawnych winobraniach, o przypadkowych „pomysłach” na nowe przepisy, o zbłąkanych turystach i sąsiadach, co zbyt wiele razy wracali na „jedną szklaneczkę więcej”. Często towarzyszy temu lokalna muzyka, bo w Tyrolu nie ma biesiady bez akordeonów i dzwonków. W powietrzu pachnie kasztanami i świeżo upieczonym chlebem, a każdy, kto siedzi przy stole, czuje się jak u cioci na wsi – tylko bardziej na wesoło.

Törggelen dziś – połączenie tradycji i… atrakcji dla turystów

Kiedyś Törggelen było tylko dla miejscowych, dziś każdy może dołączyć. To trochę jakby wpaść na najlepszą prywatną imprezę w Tyrolu. Turyści, którzy chcą poczuć smak Tyrolu, dostają szansę nie tylko spróbować jedzenia i wina, ale także przejść się dolinami, by spalić te wszystkie smakołyki. Często mówi się, że szlak po Dolomitach i przystanek w tyrolskiej karczmie to jak „dwie pieczenie na jednym ogniu” – doznania krajobrazowe i kulinarne razem!

Törggelen to coś więcej niż zwykłe winobranie

Törggelen to okazja, żeby zwolnić tempo, poczuć się jak część lokalnej społeczności i… zjeść najwięcej kasztanów na świecie. To święto, które przypomina, że jesień wcale nie musi być smutna i nostalgiczna – może być pełna śmiechu, nowych znajomości i niezapomnianych smaków. No i kto wie, może kiedyś i Wy wrócicie do Tyrolu, żeby jeszcze raz spróbować tego „słodkiego” wina, które, jak mówią miejscowi, „potrafi pokazać pazur”.

Dodaj komentarz